Nieznośny brak kryzysu – fotografia

torba fotograficzna

Gdy stuknęła mi czterdziestka, byłem przygotowany na nadejście słynnego kryzysu wieku średniego, paraliż artystycznej niemocy, zwątpienie we własne umiejętności, zastój w pracy. Ale mijały dni, tygodnie, miesiące, a mnie fotografowanie wciąż szło świetnie – miałem dużo zleceń, chwalono mnie, a przede wszystkim sam byłem zadowolony z efektów własnej pracy. Uznałem jednak, że mała zmiana może mi wyjść na dobre.

torba fotograficznaPostanowiłem rozejrzeć się za miejscem, w którym mógłbym urządzić sobie nowe studio. Po kilku dniach znalazłem właściwe mieszkanie w nowoczesnym wieżowcu. Był to właściwie jeden wielki pokój z ogromnymi oknami, przez które wpadały promienie słońca oświetlając całe pomieszczenie. Naturalne światło i mnóstwo przestrzeni – tego mi było trzeba. W mieszkaniu mieściła się jeszcze nieduża, nowoczesna łazienka i przedpokój. Zapytałem dewelopera, czy mieszkanie miało już jakiegoś właściciela.
Dowiedziałem się, że „zamówił” je jakiś fotograf, ale zmarł tuż po ukończeniu prac budowlanych. Historia mnie zaciekawiła, zapytałem o szczegóły, jednak deweloper nie kwapił się, by powiedzieć mi więcej. Nie naciskałem, w końcu nie miało to większego znaczenia – lokum było dla mnie wprost wymarzonym miejscem na studio. Po kilku dniach niemal wszystko było gotowe. Nowoczesne drukarki stały równo pod ścianą. Tuż obok znajdowało się masywne biurko z szerokim blatem.
W kącie urządziłem nieduży aneks kuchenny. Torby fotograficzne znajdowały się na półkach i wieszakach; na ścianach wisiały wielkie tablice, ponieważ lubię oglądać swoje prace bez konieczności pochylania się nad nimi. To zniekształca odbiór, a jeśli moje zdjęcia trafią na jakąś wystawę, to nie będą leżeć, tylko wisieć, stąd zależy mi na sprawdzeniu, jak będą się prezentowały. Musiałem jeszcze tylko dokupić uchwyty do TV – lubię edytować zdjęcia na dużych, wiszących ekranach, chciałem poza tym mieć tam zwykły telewizor.

Chciałem dostosować mieszkanie do zwykłego życia, ponieważ, choć normalnie żyję w domu na przedmieściach, kiedy rzucę się w wir pracy potrafię nie wychodzić ze studia tygodniami – miałem zamiar stworzyć sobie do tego warunki. Wreszcie się wprowadziłem. Przez pierwsze dni pracowało mi się bardzo dobrze, a później coś zaczęło się dziać…