Bagażówka na ratunek

Kiedy byłam w ostatniej klasie podstawówki, rodzice wysłali mnie na obóz narciarski. To był mój pierwszy taki samodzielny sportowy wyjazd. Narty wypożyczyliśmy w Gdyni, bo tam była zbiórka z biura podróży. Musieliśmy dojechać z naszego miasta, ale rodzice i tak stwierdzili, że to dla nich nie jest problem, bo przynajmniej przy okazji spotkają się ze swoimi znajomymi.

 Bagażowa porażka organizatora wycieczki

bagażówka trójmiastoNa umówionym miejscu czekała masa ludzi. Zaczęły się pożegnania i pakowanie do czasu…aż zabrakło miejsca. Co najmniej dziesięć osób nie było w stanie włożyć swoich walizek do autokaru, bo organizatorzy nie wpadli na to, że narty z kijkami zajmą tyle miejsca. Rozpoczęło się dzwonienie po firmach usługowych. Ostatecznie, po dwóch godzinach potwornego napięcia, podjechał jakiś duży bus z napisem „bagażówka trójmiasto – transport mebli”, do którego załadowaliśmy resztę sprzętu. Bagażówka była na tyle przestronna, że spokojnie można by włożyć do niej drugie tyle rzeczy. Normalnie była wynajmowana do pomagania ludziom przy przeprowadzkach – głównie przewożenia kartonów i mebli, ale organizator obozu był tak zdesperowany, że dzwonił już do kogokolwiek, kto był w stanie zabrać większą ilość bagażu. Kierowca busa za podwójną stawkę zgodził się nam towarzyszyć przez kolejny tydzień. Zdażyło się nawet parę razy, że w swojej budzie nie do końca legalnie zabrało się na przejażdżkę kilkoro starszych obozowiczów. Na szczęście, z tego co się orientuję, koszta wynajmu dodatkowego środka transportu poniosła firma organizująca wyjazd. Kiedy teraz o tym myślę – nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

 Ostatecznie wyjazd bardzo się udał, mimo początkowego niesmaku wywołanego przez niekompetencję organizatora. A o miejsce w bagażówce wszyscy się bili, bo zazwyczaj osoby, które tam wkładały swoje narty, najszybciej je otrzymywały na stoku, dzięki czemu były pierwsze w kolejce do wyciągu. Jak mówi stare przysłowie – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.